#ZARZĄDZANIE - Etat czy własna firma?

Dodano 7.9.2018

     Ucieczka z korporacji z własnej nieprzymuszonej woli to trochę jak przejście na drugą stronę lustra – pierwsza część otoczenia gratuluje Ci odwagi i jest niezmiernie ciekawa, jak tam jest, druga część uważa, że to ta ciemniejsza strona mocy i wyczekuje, kiedy z podkulonym ogonem wrócisz na tą jasną... Dzisiejszy artykuł będzie o moich doświadczeniach z jednej i drugiej strony. Bo tak się składa, że:

- prawie 8 lat byłam zatrudniona na etacie,

- 1 dłuuuuugi rok w oparciu o kontrakt managerski (w wieku 23 lat zatrudniałam blisko 20 osób w biznesie o rocznym obrocie 3 mln złotych i odpowiedzialności materialnej za towar o wartości 0,5 mln zł),

- prawie rok jako „samozatrudniona”,

- i od ponad roku prowadzę Can do! Consulting, łącząc to z innymi zobowiązaniami.


W kwestiach technicznych polecam bardzo dobry artykuł, który porównuje różne formy zatrudnienia, zarówno pod kątem finansowym, jak i prawno-administracyjnym. Świetny tekst, więc nie ma co się powtarzać:

https://www.ifirma.pl/poradnik-przedsiebiorcy/samozatrudnienie-a-etat-kiedy-samozatrudnienie-sie-oplaca.html


     Jak już przebrniecie przez etap przeliczeń, co Wam się bardziej opłaca (patrz link wyżej), warto zastanowić się nad tym, na jakim etapie kariery zawodowej, ale i życia prywatnego, jesteście. Wasz wybór oznacza zatrzymanie przysługujących praw (np. urlop macierzyński) na etacie lub rezygnację z nich na rzecz możliwości (np. wolność wyboru zleceń i uczestnictwo w wielu projektach jednocześnie).

    Etacik – wiadomo, ciepło i bezpiecznie, ustalone zasady i godziny pracy, jasna hierarchia, własne biurko albo służbówka, stałe wynagrodzenie + ewentualne premie i cały pakiet przyjemności, jak: kodeks pracy, nadgodziny, urlop, urlop na żądanie, zwolnienie lekarskie, macierzyński, benefity pozapłacowe, okres wypowiedzenia etc. Druga strona medalu to niestety nieelastyczny czas pracy, „uwiązanie” do jednego pracodawcy (bardzo często restrykcyjną umową lojalnościową, obejmującą nawet kilka lat po ustaniu stosunku pracy), zasiedzenie w danym środowisku i kulturze organizacyjnej bez perspektyw do rozwoju.

     Samozatrudnienie i kontakt managerski – sztuczny wytwór kapitalizmu, hybryda własnej działalności i etatu. Z jednej strony występujesz jako firma i wszystkie odpowiedzialności z tego wynikające leżą po Twojej stronie (np. księgowość i rozliczenia). Jeżeli w ramach pełnionej funkcji zatrudniasz pracowników (zależy od modelu funkcjonowania Twojego zleceniodawcy, czasem będąc managerem zespołu, Ty go zatrudniasz, a czasem zleceniodawca), całość odpowiedzialności związanej z zatrudnieniem, rozliczaniem i wynagradzaniem pracowników leży po Twojej stronie – co oznacza ogromny wachlarz obowiązków wynikających z kodeksu pracy. Pamiętam dokładnie, chociaż było to prawie 10 lat temu, jak się pracowało na zmianie od 7:00 do 23:00, gdy pracownik wziął dzień na żądanie – nikt inny nie mógł go zastąpić, a 2000 klientów w salonie odzieżowym, którym zarządzałam, samych się nie obsłużyło. Pamiętam także moją odpowiedzialność materialną za towar i to, jak ganialiśmy złodziei po całej Galerii Krakowskiej…

Z drugiej strony Twoja funkcja bardzo mocno przypomina pracę na etacie – jest dokładnie opisana w umowie, obostrzona regulaminami i kulturą organizacyjną zleceniodawcy. W praktyce oznacza to nic innego jak to, że teoretycznie nie obowiązuje Cię czas pracy, ale jak przyjdziesz do biura o 9:15, to jakoś wszyscy, z Twoim szefem na czele, krzywo patrzą.

Pozytywy są takie, że opcja wyjścia z firmy jest dużo prostsza i możesz część kosztów związanych z Twoim zawodowym funkcjonowaniem i rozwojem uznać za koszty Twojej działalności. Jeżeli nie masz ograniczeń w umowie, możesz brać inne zlecenia, a jeśli wykażesz się wysokim poziomem asertywności i jednocześnie mistrzowskim poziomem organizacji, możesz sprawić, że Twój czas pracy będzie miał cokolwiek wspólnego z elastycznym.

     Natomiast prowadzenie swojej firmy to już zupełnie inna bajka… Nagle zostajesz sam ze wszystkim. Rzeczy, których nie umiesz, musisz się natychmiast nauczyć lub zapłacić komuś, kto zrobi je dla Ciebie. Ale uwaga… w tym wypadku nadal musisz wiedzieć, o co chodzi, żeby nie zapłacić za bubla… Nagle musisz stworzyć markę, określić grupę docelową i kanał dystrybucji, a później dotrzeć i znaleźć klientów i sprzedać im swój produkt. Wtedy bardzo szybko przypomnisz sobie definicje często powtarzane na tych nudnych spotkaniach na etacie: próg rentowności i budżetowanie. Decyzja o urlopie nigdy nie będzie już tak łatwa… bo sam sobie musisz za niego zapłacić i przy założeniu, że póki co jesteś jednoosobową firmą orkiestrą i albo odbierasz telefon na plaży, albo tracisz klienta.

Niemniej jednak jesteś sobie panem i władcą i to Ty decydujesz o tym, jak i kiedy pracujesz. Od Twojej organizacji pracy zależy, jak ją sobie poukładasz i czy wygospodarujesz czas na trening, jogę, przedstawienie w przedszkolu u swojego dziecka i tak dalej. Nie musisz więcej wysłuchiwać narzekań Twojego szefa, bo sam nim jesteś (uwaga! Może się okazać, że będziesz dla siebie najbardziej surowym ze wszystkich dotychczasowych) i komentarzy współpracowników, których nie znosisz, bo sam będziesz ich dobierał i zatrudniał.

     Wybierz mądrze to, co jest w tej chwili dla Ciebie najlepsze, pamiętając także o pozostałych 16 godzinach z doby, które zostają Ci poza pracą, tak żebyś za 10 lat miło to wszystko wspominał i niczego nie żałował.

 

Photo by rawpixel on Unsplash

Skontaktuj się z nami:

695 690 540

dsedek@candoconsulting.pl